SZANTY

Co to jest szanta?
Szanty to nic innego jak pieśni pracy marynarzy (śpiewane a cappella), o wyraźnym rytmie, śpiewane w celu utrzymania tempa pracy załogi (np. przy obsłudzie żagli, pomp zenzowych, wybieraniu kotwicy itp.).

Nadzwyczaj ciekawa jest droga rozwoju marynarskiej pieśni pracy na przestrzeni wielowiekowych kontaktów człowieka z wodą. Ciekawa, długa i zasługująca na bliższe opracowanie przez muzykologów i etnografów.
Pierwsze śpiewne zawołanie na pewno brzmiało na prehistorycznej, prymitywnej, ale już wieloosobowej łódce. Wiemy też, że przy wybieraniu kotwicy i stawianiu żagli już załoga Kolumba śpiewała szanty (w starohiszpańskim), o czym pisał E. Morrison w swym "Admirale Wszechoceanów". Camoes w Luzyjadach dawał podobny obraz pracy załogi Vasco da Gamy.
Pierwsza oficjalna wzmianka o pieśni śpiewanej na pokładzie przy wybieraniu liny, pochodzi z pracy dominikanina Feliksa Fabri z Ulm, który w 1493 r. popłynął do Palestyny na galerze weneckiej i tak pisał o ludziach śpiewających przy pracy: "jeden z marynarzy wyśpiewywał komendy, a pozostali odpowiadali mu w chóralnych refrenach".
Natomiast pierwszym zbiorem morskich pieśni pracy jest dziełko niejakiego Barboura, zatytułowane The Complaynt of Scotland (1549). Książka nie zawiera nut, a jedynie słowa do dwóch pieśni kabestanowych, jednej szotowej i trzech fałowych. "Wszystkie - jak pisze S. Hugill - znakomity szantymen angielski - niemal identyczne, z wyjątkiem archaicznego języka - jak te, które śpiewano za moich czasów".
Co ciekawe, od 1550 r. do początków XIX w. szanty znikają z pokładu, głównie dlatego, że marynarzy z floty handlowej zaczęto porywać na okręty wojenne, zostawiając tę pierwszą w rękach obcokrajowców, dla których śpiew przy pokładowej robocie był nieznany. Poza tym statki tego okresu były niewielkie, a załogi duże.

Tak więc złote lata szant przypadają na przełom XVIII - XIX w. A dlaczego? Był to bowiem czas rozkwitu żeglugi - szybkich statków pocztowych (packet ships), rejsów bawełnianych i herbacianych, gorączki złota, żeglugi wokół Hornu i wspaniała epoka kliprów. Jednym słowem dużo się wtedy działo na morzu!
Z przyczyn ekonomicznych z biegiem lat rosły żaglowce i malały załogi, natomiast praca pozostawała niezmnienna - cieżka praca fizyczna dla rąk i grzbietu. Szanta stała się wtedy nieodzownym elementem pracy na wielkich żaglowcach, bez którego "nie szła" praktycznie żadna ciężka praca na pokładzie. Mówiono nawet, że "prawdziwy żeglarz nie brał liny do ręki bez pieśni".
A były szanty tak mocno, tak nierozerwalnie związane z pracą na morzu, że nie śpiewano ich w ogóle na lądzie, traktując to nawet jako zły omen. Chyba że - jak wspominali starzy marynarze - trzeba było wciągnąć buty lub rozwiesić sznur na bieliznę. Może to trochę dziwić, gdyż źródłem większości szant były pieśni lądowe. Różnorodność szant i ich linia melodyczna miały swoje korzenie właśnie w pieśniach lądowych różnych narodów i słychać w nich elementy folkloru: irlandzkiego, angielskiego, skandynawskiego, niemieckiego, francuskiego, pieśni z rejonu Karaibów i motywy polinezyjskie. O charakterze oryginalnych, znanych szant zdecydował jednak element murzyńsko-celtycki.
Język szant był prosty i oszczędny, mocno tkwiący w gwarze i pokładowym slangu, taki jak ludzie którzy nim mówili.
A śpiewano o wszystkim: o dziewczynach, kochankach, rumie, whisky, o dziurawych statkach, o morskich tragediach itp. Można wyliczać w nieskończoność o czym mówiły szanty, jednak nie należy zapomnieć o bardzo istotnym elemencie, bez którego nawet pieśń o bardzo pięknym tekście i linii melodycznej byłaby nieprzydatna na pokładzie żaglowca - to szantymen.

Kim był szantymen?
Był człowiekiem, bez którego praca na żaglowcu "nie szła". To on swoim śpiewem nadawał jej rytm. Jako doświadczony marynarz, znający liny i takielunek, musiał wiedzieć co, gdzie i kiedy poluzować, wybrać, obłożyć i w jakim tempie. Mówiono nawet, że "dobry szantymen znający swój fach jest wart dziesięciu ludzi przy linie".
Szantymeni mieli bardzo duży wkład w rozwój "pieśni pracy", jakimi były szanty. To oni wymyślali teksty, podchwytywali melodie i tworzyli swoisty klimat pracy na żaglowcach.

Wypada jeszcze zająć się samym słowem szanta. Do końca nie wiadomo, skąd się wzięło. Z licznych teorii na ten temat przedstawiamy cztery, za Stanem Hugillem, autorem książki Shanties from the Seven Seas:


Szanta jest polską formą angielskiego shanty, którą zaproponował Jerzy Wadowski, autor licznych opracowań i oryginalnej pracy doktorskiej na temat szant. Na uwagę zasługuje również termin "szantyska", stworzony przez Halinę Stefanowską, autorkę wielu śpiewników żeglarskich.

Szanty zostały "sprowadzone" do Polski ponad 20 lat temu i od tego czasu zyskują coraz większą popularność. Najpierw tłumaczone z języka angielskiego, później pisane przez naszych śpiewających żeglarzy, jak nigdzie na świecie przechodziły wiele transformacji. Dzisiaj śpiewa się zarówno szanty klasyczne - te przypominające pracę na żaglowcach, jak i pieśni kubryku - śpiewane w tawernach i pod pokładem żaglowca (dziś brzmią w niektórych aranżacjach bardzo nowocześnie), ballady rybackie czy wreszcie zupełnie polski produkt - mazurska piosenka żeglarska i piosenki dla dzieci.
O popularności szant świadczyć może imponująca ilość festiwali i przeglądów tej piosenki - ponad 20 rocznie, z których wymienić należy: "Szanty w Giżycku", "Wiatrak" w Świnoujściu, "Szanty w Mikołajkach", "Bałtycki Festiwal Piosenki Morskiej" w Gdyni, "Szanty we Wrocławiu" czy wreszcie Międzynarodowy Festiwal Piosenki Żeglarskiej "Shanties" w Krakowie.
Najlepsze zespoły szantowe grają w Polsce rocznie po ponad 50 koncertów, a ilość wydanych kaset i płyt CD dawno przekroczyła już 170 tytułów.


Szanty ceremonialne


Posłuchaj szant:
Radio Szanty

OPRACOWANIE: "MILIMETR", "KTOSIA"
na podstawie: Marek Siurawski - "Szanty i szntymeni", GLOB 1990, inne

Strona główna / Życie na żaglowcach / Szanty